wtorek, 16 lipca 2019

Rozdział 4

      Klęczałem na ziemi, całkowicie oszołomiony. Wciąż nie docierało do mnie to co miało przed chwilą miejsce. Kristian... Spuścił wzrok, kuląc się jeszcze bardziej. Chwycił bandaże, po czym wsunął je pod koszulę. Zaczął się nimi okręcać. Przysnąłem się bliżej, po czym wyciągnąłem nóż zza jego paska. Rozciąłem bandaże na jego piersi.
     — Nie! Co ty robisz!
      Pierwszy raz usłyszałem jego... Jej głos. Ten dziewczęcy. Zawsze tak brzmiał, jednak teraz... Teraz wydawał się taki inny.
      — Nie możesz tego robić. Ranisz się...
      — Nie rozumiesz... — prychnęła, zaciskając palce na pociętych opatrunkach. Złapałem jej dłoń, na co się wzdrygnęła. Jej oczy otworzyły się szeroko.
      — Dlaczego to robisz? Kłamałaś przez cały ten czas? — spytałem. Pokręciła przecząco głową. Po jej policzkach spłynęły łzy. Pierwszy raz widziałem w nim, ją... Wrażliwą i wystraszoną dziewczynę, nie mężczyznę.
      — Nie... Nigdy nie skłamałam... Wszystko co mówiłam było prawdą... — zapewniła łamiącym się głosem. Miałem w to uwierzyć?
       — Elfką, którą zhańbiłaś... Której obcięłaś włosy... Miałaś na myśli siebie? — zapytałem. Potaknęła. A więc to był powód, dla którego wszystkie elfickie kobiety patrzyły na nią z pogardą? W ogóle tego nie rozumiałem. — Ale dlaczego... Dlaczego to robisz? Obwiązujesz piersi bandażami... Nazywasz się Kristianem...
       — Jestem... Kristiana — wyznała. Przycisnęła do siebie dłonie, wydając z siebie cichy jęk. Byłem w szoku. Teraz jednak rozumiałem jej dziwne napady bólu. Musiała chodzić całe dnie i noce z obwiązanymi piersiami, niemal zmiażdżonymi. Były spore. Teraz to widziałem i byłem zaskoczony, że udawało jej się je tak zakamuflować. Musiała cierpieć. Obtarcia były tylko na to dowodem.
      — Dlaczego udajesz mężczyznę? Chcesz się zemścić?
      — Nie... Ja... — urwała. Jakim byłem ślepcem, by tego nie zauważyć! Tłumaczyłem sobie jej piękno tym, że jest elfem. Jej drobniejsze ciało nie budziło u mnie żadnych podejrzeń. To dlatego nie zdejmowała koszuli. — Ja nie jestem dłużej kobietą — wyznała. Pokręciłem przecząco głową.
       — To bzdura — odparłem, przysuwając się do niej bliżej.
       — Ależ to prawda... Urijah... Nie jestem kobietą — jęknęła, a wtedy po jej policzkach spłynęły kolejne porcje łez.
       — Mężczyzną też nie — zauważyłem. Spuściła wzrok.
       — W takim razie jestem nikim — szepnęła. Przesunęła dłońmi po piersiach z grymasem bólu na twarzy. Otarła prędko policzki.
       — Kristiano... — podjąłem. To imię... Wymawiałem je tyle razy, a jednak wcale. To było zupełnie nowe uczucie. — Długość twoich włosów nie sprawia, że przestajesz być kobietą. Strój także...
      — Przestałam być kobieta przed tym jak obcięłam włosy, oraz przed tym jak zaczęłam chodzić w męskich ubraniach.
     — Chcesz mi o tym opowiedzieć? — spytałem. Pomyślałem, że kiedy to z siebie wydusi, poczuje się lepiej. Ona jednak pokręciła przecząco głową, kuląc się jeszcze bardziej.
     — Nie mogę... Nie potrafię — oznajmiła. Potaknąłem ze zrozumieniem. Nie zamierzałem na nią naciskać. Rozumiałem, że to ma głębokie podłoże. Nie mogłem żądać, by mi wszystko zdradziła. Nie chciała tego.
       — Rozpalę ognisko. Tym razem ja będę pełnił wartę. Prześpij się, to dobrze ci zrobi — oznajmiłem. Kristian odmówiłby bez wahania i jeszcze rzucił jakimś komentarzem. Jednak Kristiana... Tylko potaknęła, podnosząc się wolno. Jakim byłem głupcem! Dlaczego nie zorientowałem się wcześniej? Westchnąłem cicho, zbierając kawałki drewna.

     Kristiana leżała bokiem, skulona, odwrócona do mnie tyłem. Obejmowała mocno swoje ramiona. To wciąż był dla mnie szok, jednak nie naciskałem. Nie czułem się oszukany. Ukrywała przede mną prawdę, tak jak przed innymi, ale nie bez powodu. Skoro nie chciała mi nic o tym mówić, nie zamierzałem wymuszać na niej prawdy.
       Podłubałem długim patykiem w ognisku, zerkając przez ramię. Teraz, kiedy nie miała na sobie bandaży... Aż trudno było mi to pojąć. Co takiego się stało, że zmuszała siebie do takiego katowania? Dzień w dzień ściskała swoje piersi, tracąc dech, raniąc się.
      Usłyszałem jak Kristiana podnosi się do siadu. Spuściła głowę, wciąż obejmując swoje ramiona. Przysunęła się, siadając obok mnie. Zaskoczyło mnie to mocno. Wyglądała na zmęczoną i myślałem, że będzie spała.
     — Urijah — podjęła, nie unosząc wzroku. Poczułem jak szczypie moje ramię. Chwyciła w palce materiał mojego płaszcza. Czuła się niekomfortowo, zdawałem sobie z tego sprawę. Ciągle zaciskała pięść na swojej koszuli na piersi. Zaczesała kosmyk włosów za ucho. Było to naprawdę dziewczęce i lekkie. Mimo jej wyglądu, który na pozór wydawał się męski, potrafiłem dostrzec jej wnętrze.
      — Chciałaś porozmawiać? — spytałem. Potaknęła.
      — Chciałam tylko przeprosić... — wyznała cicho. Objęła swoje nogi, wpatrując się w ogień. — Jesteśmy partnerami, prawda? Zaufałeś mi... Chcę być szczera i... Nie chcę nieporozumień — dodała. Odetchnęła głęboko, po czym spojrzała mi w oczy. — Nie kłamałam, opowiadając o sobie... Nie powiedziałam po prostu wszystkiego.
      — Nie musisz mi się tłumaczyć — zapewniłem.
      — Ja... Moja matka naprawdę była elfką, a ojciec człowiekiem... Mieszkałam w wiosce... Wyglądałam jak inne elfki. Miałam długie włosy, chodziłam w sukienkach. Jednak... Wioskę napadnięto. Wszystkie kobiety i dziewczyny, nawet te najmłodsze, one... — urwała. Zacisnęła palce na ustach, pochylając się. Nagłe wspomnienie tamtych chwil musiało przywrócić wszystkie emocje, które wtedy czuła. Odetchnęła głęboko, cofając dłoń. — My... Zostałyśmy zgwałcone — szepnęła.
       — Kris... — wydukałem.
       — Ja przestałam być po tym kobietą... Nie czułam się nią już nigdy... Ja... Nie mogę mieć dzieci... Straciłam okres już dawno... Obcięłam więc włosy i zaczęłam ubierać się w męskie ubrania. Nigdy nie tęskniłam za starym życiem. Przyzwyczaiłam się, ale... Ty...
      — Nienawidzisz mężczyzn? — spytałem, widząc jak się kuli.
      — Nienawidziłam... Ale ty jesteś wyjątkiem — powiedziała. Miło było to słyszeć. Uśmiechnąłem się lekko. Naprawdę mi ulżyło. Kristiana była dziewczyną. Zatem dlatego bez problemu była w stanie odciąć mężczyzną przyrodzenia.
        — Obiecaj, że nie założysz więcej bandaży na swoje piersi — poleciłem. Zaczerwieniła się.
       — Ale...
      — Obiecaj. Tylko siebie ranisz w ten sposób. Nie warto tak cierpieć. Jesteś przy mnie. Już i tak o wszystkim wiem. No i ochronię ciebie... A z resztą, sama jesteś w stanie siebie ochronić — zauważyłem. Wszystko jedno czy była mężczyzną, czy kobietą. Nie potrzebowała mojej pomocy. Była zaradna i silna. Zdążyłem się już o tym przekonać.
       — Mam... Udawać kobietę? — spytała.
       — Nie udajesz jej, bo nią jesteś — powiedziałem. Zarumieniła się.
       — Jesteś włóczęgą i samotnikiem. Ty nawet nigdy nie miałeś styczności z kobietami — westchnęła. — Nie ma co porównywać... Ja, a inne elfki. To jakie są piękne i zadbane. Takie kobiece... Moje ciało jest zaniedbane i zniszczone. Nigdy nie wróci do poprzedniego stanu. To znaczy, że nie będę już nigdy kobietą. Nie po tym piekle... — westchnęła.
     — Chcę byś wiedziała, że to jak ciebie traktuję, w ogóle się nie zmieniło. Dalej bądź sobą — poleciłem, unosząc jej głowę za podbródek.
      — A więc mogę być dalej Kristianem? — spytała.
      — Jasne. Możesz być Kristianem. Jednak nie wiąż piersi, proszę.
      Potaknęła, przecierając pięścią czerwony policzek, jakby usiłowała zetrzeć z niego rumieniec. Uśmiechnąłem się do siebie.

      Nie udało mi się pełnić warty całą noc. Usnąłem! Otworzyłem powieki, a wtedy dotarło do mnie, że nie jesteśmy wcale na miejscu, w których rozbiliśmy obóz. Ja... Leżałem w łóżku. Zdezorientowany dźwignąłem się do siadu. W pierwszej chwili pomyślałem, że może to wioska mrocznych elfów, ale wystarczyło się rozejrzeć, by wiedzieć, że to zupełnie coś innego.
      Moje ubranie! Dotknąłem nagiej piersi. Miałem na sobie spodnie, ale... Kto mnie rozebrał? Kto w ogóle mnie tu zabrał? Jak to możliwe, że nic nie czułem? No i....
      Kristiana!
      Podniosłem się energicznie. Musiałem ją odnaleźć i to jak najprędzej! Pokój był spory. Łóżko, na którym leżałem było naprawdę wygodne, ale nie mogłem pozwalać sobie na odpoczynek. Już miałem ruszyć w kierunku drzwi, kiedy nagle się otworzyły. Cofnąłem się, a wtedy moim oczom ukazała się kobieta. Stali za nią strażnicy. To byli elfowie! Ale... Nie byli mrocznymi elfami, ani nawet leśnymi. Elfka podeszła bliżej. Nie bała się. A z resztą, była w towarzystwie uzbrojonych strażników. Była naprawdę niska i całkiem drobna. Włosy miała bardzo długie, splecione w warkocze i zawinięte z tyłu jej głowy. Były brązowe.
      — Jesteś moim gościem, wędrowniku. Moi ludzie znaleźli ciebie i tu przyprowadzili. Jestem królową elfów zza gór — oznajmiła. Rozejrzałem się po całym pomieszczeniu.
      — Ja... Był ktoś tam ze mną? — spytałem. Zakryła usta dłonią i cicho zachichotała.
      — Owszem — przyznała. Moje serce ścisnęło się gwałtownie w piersi. Co zrobiła z Kristiną?! czy tak samo jak mroczne elfy, patrzyła na nią z góry? Potępiała ją?
       — Gdzie... Gdzie jest ta osoba?! — zapytałem.
      — Chodzi ci o młodą mroczną elfkę? Biedulka — westchnęła. Nie drwiła. Widziałem w jej oczach szczere przejęcie. — Chodźmy. Z pewnością chcesz ją zobaczyć. Moi ludzie przygotują ci strój — oznajmiła, gestem przywołując służących. Dostałem nową koszulę i oddano mi mój płaszcz. W jego kieszeni w dalszym ciągu znajdowała się buteleczka z leczniczą wodą, oraz kamień, który miał doprowadzić mnie do skarbu, a jedyne co zrobił, to doprowadził mnie do prawdy na temat Kristiny.
      Nie zwlekałem i od razu ruszyłem za królową elfów zza gór. Szła wolno, a mi nie wypadało jej popędzać. Przeszliśmy przez korytarz, zatrzymując się przed drugą komnatą. Kiedy jednak drzwi otworzyły się, ujrzałem kilka służących, które stały w rządku, lekko zakłopotane. Na nasz widok zaczęły się kłaniać.
     — Pani! Ona nie przyjmuje pomocy!
     — Kristina? — spytałem, wysuwając się do przodu. Gdzie ona była? Ujrzałem jej sylwetkę zza parawanem. — Kristina, to ja. Czy wszystko w porząd...
      — Zostaw! Nie podchodź! — krzyknęła. Zatrzymałem się gwałtownie, unosząc ręce w obronnym geście. Zdałem sobie sprawę, że widzę dokładnie zarysy jej ciała... Nagiego ciała. — Chcę z powrotem moje spodnie! Oddajcie mi je! — warknęła.
      — Nie możesz chodzić w tych okropnych i brudnych ubraniach! Weź kąpiel. Moje służące pomogą ci się przygotować — oznajmiła królowa.
      — Nie chcę... — jęknęła. Rozumiałem, że to było dla niej ciężkie, ale... Cicho chrząknąłem.
      — Kris... Poczujesz się lepiej. Zgódź się.
      — Chcę spodnie!
      Zerknąłem na królową, która potaknęła.
      — Dobrze. Rozkażę przynieść spodnie — zapewniła, na co skinąłem z wdzięcznością głową. Miałem nadzieję, że będę miał szansę by porozmawiać z Kristiną. Puki co, musiałem się wycofać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz