niedziela, 14 lipca 2019

Rozdział 2

     Kristian był bardzo tajemniczy. Czy mogłem mu ufać? Miał już wiele okazji, by mnie zabić, a jeszcze tego nie zrobił. Gdyby chciał się mnie pozbyć, nie zwlekałby. Wiedziałem o tym, że jest inteligentny. Byłem silniejszy, co do tego nie miałem żadnych wątpliwości. Jednak to nie pozwalało mi myśleć o nim jak o przegranym. Znał położenia wszystkich pułapek, na dodatek ten las był jego domem. Nie miałem z nim żadnych szans.
       — Dlaczego nie wrócisz do domu? — spytałem. Już od kilku godzin siedzieliśmy na drzewie. Myślałem, że może się przed kimś ukrywa, ale to nie była prawda. Siedział lekko osunięty, ze spuszczoną głową. Nie dbał o to czy ktoś go zauważy. Musiało chodzić o coś zupełnie innego.
        — Nie mogę wrócić z twojego powodu — odparł, krzyżując luźno ramiona na piersi. Zerknął na mnie. Znów posłał mi te pozbawione emocji spojrzenie. — Mroczne elfki uwodzą mężczyzn i sprowadzają je do wiosek.
      — A więc mężczyzna nie może przyprowadzić mężczyzny? Nawet przyjaciół? — spytałem. Westchnął cicho, lekko zirytowany.
       — Nie jesteśmy przyjaciółmi — odparł. Osunął się jeszcze bardziej. — No i nie mam powodu, by ciebie tam zaprowadzać — dodał ciszej. Musiałem go czymś zdenerwować, aczkolwiek nie miałem pojęcia czym. Nie powiedziałem niczego złego. Nie wnikałem w to jednak. Nie znałem zwyczajów elfów. Może faktycznie nie powinienem zbliżać się do ich wioski?
      Przyjrzałem mu się dokładnie. Miałem dar. Potrafiłem wyczytać wszystko z innego człowieka. Wokół Kristiana unosiła się dziwna aura. Coś ukrywał. Zmarszczyłem brwi. Chodziło o jego inność? Nie czuł się przynależny do wioski, by był tylko w połowie elfem?
       — Też jestem bękartem — podjąłem. Uniósł wzrok, zdezorientowany moimi słowami. Przysunąłem się bliżej. — Moja matka była prostytutką. Nawet nie wiedziała kto jest moim ojcem.
       — Nie musisz mi tego mówić — odparł. Uśmiechnąłem się.
       — Nie czuję się źle z tego powodu. Cieszę się, że żyję. Ty opowiedziałeś mi o sobie. Uznałem, że sprawiedliwe będzie wyznać prawdę o mnie — powiedziałem. Kristian przez chwilę w ogóle się nie odzywał. Jakby myślał o czymś intensywnie. Uniósł jednak głowę, po czym zacisnął palce na gałęzi.
        — Dlaczego wędrujesz? — spytał. Kąciki moich ust uniosły się.
        — Szukam czegoś — przyznałem zgodnie z prawdą. — Skarbu. Znajduje się na północy.
        — Nikt się tam nie zapuszcza o zdrowych zmysłach — mruknął. Wiedziałem o tym doskonale. Jednak nie miałem nic do stracenia. Byłem nikim ważnym. Urodziłem się bez celu. Chciałem jakoś wykorzystać to życie.
       — Nie mam nic do stracenia — wzruszyłem ramionami, po czym zsunąłem się z gałęzi. Zeskoczyłem sprawnie na ziemię. Kristian zrobił to samo. Wylądował na ugiętych nogach obok mnie. Kiedy się wyprostował, zorientowałem się, że sięga mi do ramienia. Uśmiechnąłem się dyskretnie. Byłem pod wrażeniem. Taki niepozorny, a jednak miał w sobie tyle siły. Jego ramiona były dwa razy chudsze od moich. Dłonie tak samo. Delikatne i smukłe, jak przystało na elfa. Miały jednak w sobie tyle precyzji.
     — Na co się gapisz? — rzucił nagle. Odwróciłem wzrok.
     — Na twoje uszy — odparłem rozbawiony. Mogłem przysiąść, że się czerwieni. Poprawił kosmyki włosów, tak by mu je zakrywały. — Skoro nie chcesz przeprowadzić mnie przez wioskę elfów, pójdę sam... — oznajmiłem, ruszając przed siebie.
      — Nie, czekaj! Stój...! — krzyknął za mną. Jego palce zdążyły musnąć mój płaszcz na plecach. W tej samej chwili poczułem paraliżujący ból, który ogarnął moją prawą nogę. Zachwiałem się, upadając na kolano. Zdusiłem w sobie jęk. Moja noga... Miałem wrażenie, że jej nie mam. Że została całkowicie odcięta.
      Chwyciłem za zaciśnięte zasieki, ale nie miałem siły, by ich ruszyć.
      — To nie jest sprawka elfów — oznajmił Kristian, klękając obok mnie. Rozciągnął wnyki, które po chwili wystrzeliły w bok i zacisnęły się ponownie. Dopiero wtedy krzyknąłem, widząc jak krew się ze mnie wylewa.
     — Skoro nie ty rozstawiłeś te sidła, to kto... — jęknąłem.
     — Nie ruszaj się! — syknął. Utrata krwi sprawiła, że zaczęło kręcić mi się w głowie. Nie mogłem odpłynąć. Nie w tym momencie! Długo z tym walczyłem, ale moje powieki były takie ciężkie. Nie potrafiłem nad nimi zapanować i po chwili straciłem przytomność.

      Niczego nie pamiętałem. Byłem nieprzytomny, ale mimo wszystko czułem ból. Zawładnął całym moim ciałem, nie tylko nogą. Moje powieki otworzyły się leniwie. Czułem się okropnie. Zupełnie jakbym zapadł w głęboki sen, trwający kilka dni. Nie miałem pojęcia gdzie się znajduję. Wyczułem jednak pod sobą łóżko. Było to prawdziwe łóżko, nie mogłem się mylić! Musiało minąć kilka minut, by dotarło do mnie, że jestem w jakimś pokoju. Promienie słońca wpadły przez okno. Patrzyłem jak zwiewna zasłonka porusza się za sprawą delikatnego wiatru. Co to było za miejsce? Było piękne. Na ścianach wisiały obrazy i wstęgi. Łóżko otoczone było cienką zasłonką ze wszystkich stron. Po chwili ktoś odgarnął ją. Kristian! Podszedł do mnie, w ręku trzymając tacę, na której znajdowały się bandaże oraz smukła buteleczka.
     — Obudziłeś się — powiedział. Usiadł obok mnie na łóżko, po czym dotknął mojego czoła. Jego brwi zmarszczyły się. — Dostałeś gorączki — dodał.
     — Noga... — wychrypiałem. Mój głos brzmiał nędznie. Zaskoczył mnie sam jego dźwięk.
     — Nie ruszaj się — polecił. Rozwinął opatrunek, po czym wylał na moją nogę zawartość buteleczki. Spodziewałem się poczuć ostre pieczenie nie do wytrzymania, ale myliłem się. Cokolwiek to było, przyniosło mi nagłe ukojenie.
      — Co to za miejsce? Gdzie ja jestem? — zapytałem. Kristian nie odpowiedział od razu. Zajęty był zakładaniem opatrunku.
      — Wioska mrocznych elfów — odparł. Kąciki moich ust uniosły się lekko. — Nie chciałem tego robić... Przyprowadzać cię tutaj. Wiedz, że gdyby nie sidła, nie... — urwał nagle. Wyraz jego twarzy całkowicie się zmienił. Jęknął głośno, kuląc się i łapiąc za pierś. Dźwignąłem się do siadu, całkowicie zdezorientowany.
      — Co się dzieje? — spytałem, chcąc dotknąć jego ramię, ale się szarpnął Jego oczy... Widziałem w nich gniew.
     — Zostaw! — krzyknął. Zacisnął mocno palce na swojej piersi.
     — Krist...
     — Zostaw mnie! Nie podnoś się! — polecił ostro. Lekko się zataczając, minął zasłonki, po czym zniknął mi z oczu. Co to znaczyło? Czy był to atak? Chodziło... O jego serce? Nie wiedziałem prawie nic o elfach. Nie miałem zatem pojęcia jak to interpretować. Może to normalne? A może jednak nie? Oczywiście, że bym za nim poszedł, ale moja noga mi na to nie pozwalała. Musiałem zatem zrezygnować z tego pomysłu. Ułożyłem się wygodnie z głośnym westchnieniem.

      Spałem, kiedy poczułem nagle jak ktoś dotyka opatrunek na mojej nodze. Wzdrygnąłem się, otwierając ciężkie powieki. Słońce zaczęło chować się za horyzontem. Czy naprawdę spałem tyle godzin? Na łóżku obok mnie siedział Kristian. To on zmieniał bandaże. Obejrzałem go dokładnie. Wyglądał całkiem normalnie.
      — Twoja noga nie jest w najlepszym stanie — podjął. Znów rozlał zawartość buteleczki. — Nawet leki elfów niewiele zdziałają. Zasieki pokryte były jadem. Już zaczął rozprzestrzeniać się po twojej nodze. Jeśli dalej tak pójdzie, przejdzie na twoje całe ciało — dodał. Poczułem nagły ucisk w piersi.
      — Umrę? — spytałem. To nie mogło być możliwe... Byłem silny i wytrzymały. Zwalczę to. — Co mam robić?
      — Udamy się wzdłuż rzeki — oznajmił. Zawiązał opatrunek, po czym uniósł na mnie wzrok. — Na samym końcu znajduje się źródło leczniczej wody. Tylko ona jest w stanie ci pomóc. Leczy ze wszystkich dolegliwości. Jednak musimy się spieszyć. Nie pozostało ci dużo czasu — westchnął.
      — Wyruszmy od razu — poleciłem, czując ogarniającą mnie nadzieję. A więc nie było za późno! Kristian pokręcił jednak przecząco głową.
       — Jesteś za słaby. Musisz nabrać sił. Wyruszymy jutro — odparł, podnosząc się. Zacisnąłem pięści.
       — Co jeśli będzie za późno? — spytałem. Zatrzymał się i obejrzał za siebie.
       — Nie będzie — zapewnił. Następnie wyszedł.
     Irytowała mnie jego elficka pewność siebie i ten spokój. Skąd miałem mieć pewność, że jad nie rozprzestrzeni się po całym moim ciele tej nocy? Co prawda czułem znużenie, ale to nie był dla mnie problem.
      I tak się wybudziłem, więc nie zamierzałem spać. Spałem wystarczająco długo. Dźwignąłem się do siadu, przysuwając w stronę okna. Oparłem się o parapet, wyglądając przez nie. Nie miałem możliwości przyjrzenia się wiosce. Byłem nieprzytomny kiedy mnie tutaj przyprowadzono. Teraz jednak nie mogłem wyjść z podziwu. Wioska była piękna. Zaczęło się zmierzchać, jednak było tu wciąż jasno. Była to zasługa jaśniejących kul, wyglądających jak gigantyczne świetliki. Unosiły się swobodnie. Na dodatek... Mogłem przyjrzeć się elfom! Prawdziwym mrocznym elfom! Kobiety ubrane były w zwiewne sukienki. Miały ciemne, bardzo długie włosy, związane w przeróżny sposób. Mężczyźni chodzili ubrani w płaszcze. Byłem oczarowany. Słyszałem opowieści wielu ludzi. Myślałem, że mroczne elfy są ludożercami. Teraz wiedziałem, że to nieprawda. Kristian był tego dowodem. Powstał ze związku elfickiej kobiety i mężczyzny.
      Mimo, że nie byłem śpiący, postanowiłem położyć się, by przynajmniej zregenerować energię.

     Już z samego rana mogłem stwierdzić, że Kristian jest zirytowany. Może był na mnie zły? Nie wiedziałem co go ugryzło, ale zachowywał się tak od tamtego dziwnego ataku. Nie pytałem go, bo byłem pewny, że i tak mnie zignoruje. Moja noga cała czas wyglądała paskudnie. Potrzebowałem podpory, by móc się poruszać. Nie zamierzałem się poddać, bez względu na to jak długa i męcząca będzie to podróż.
      Na początku dziwnie się czułem jako jedyny człowiek w elfickiej wiosce, ale moje obawy były bezpodstawne. Większość elfek zatrzymywała się na mój widok i rumieniła. Chichotały, machały mi. Jednak na widok Kristiana, odchodziły z gniewem wymalowanym na twarzy. Już zdążyłem to zauważyć. Kristian nie był w ogóle lubiany przez elfickie kobiety. Chodziło o to, że był elfem tylko w połowie? Nie miało to w ogóle sensu. Musiał je do siebie zrazić. Każda rezygnowała z podejścia do mnie bliżej kiedy tylko wyłaniał się z cienia i przy mnie stawał.
      Kiedy kolejna elfka odwróciła się na pięcie i odeszła, odwróciłem się do niego, zaciskając palce na lasce, którą mi dał do podpory. Był to raczej kostur. Mógł bez problemu służyć do obrony czy nawet ataku.
      — Dlaczego tak reagują? — spytałem, kiedy opuściliśmy teren wioski. Skulił się, chowając lekko szyję w ramionach. Znów te rumieńce, zdradzające irytację! Wydał z siebie tylko ciche burknięcie. — Spławiłeś je?
      — Nie — odburknął.
      — Dlaczego więc tak ciebie nie lubią?
      — To nieważne — odparł. Już ja wiedziałem co to za wzrok! Może i nie miałem swojej lubej, ale to nie zmieniało faktu, że potrafiłem dostrzec kiedy mężczyzna zmaga się z sercowymi problemami. Kristian był typem samotnika. Tak jak ja. Dlatego go doskonale rozumiałem. Uśmiechnąłem się lekko.
       — Są naprawdę piękne — podjąłem. Pomyślałem, że szczera rozmowa faceta z facetem poprawi mu humor. — Mają takie długie włosy. To niesamowite!
       — Nigdy ich nie obcinają — powiedział cicho, spuszczając wzrok. — Muszą pozostać długie. Mogą zapleść je dopiero kiedy przestają być dziewicami. Obcięcie ich jest haniebne — dodał. Zmarszczyłem lekko brwi.
     — Dotykałeś je kiedyś? — spytałem.
     — Tak — przyznał. Och... To mogłoby tłumaczyć dlaczego ma taki zły kontakt z elfkami.
     — Czyżbyś... Zhańbił jakąś elficką dziewicę? — zapytałem. Kąciki jego ust uniosły się. Zerknął na mnie.
       — Można tak powiedzieć — oznajmił. Mogłem się tego spodziewać po dumnych elfach. Pewnie nigdy mu tego nie zapomną. — Obciąłem włosy elfce — przyznał. Podejrzewałem, że nie chce mi się dalej zwierzać. Nie zamierzałem zatem naciskać.
       — Wcale nie jesteś taki zły, jak one uważają. W końcu zapomną — powiedziałem. Chyba mnie po prostu zignorował. Postanowiłem zmienić temat i trochę zaryzykować. — Skoro woda, do której zmierzamy ma taką niesamowitą moc... Zgodziłeś się ze mną iść, ze względu na... Ten atak? — spytałem. Automatycznie złapał się za pierś, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu.
       — Ta dolegliwość... Woda nie pomoże — odparł.
       — Mówiłeś, że...
       — Wiem co mówiłem... — przerwał mi. — Mi jednak nie pomoże.
       Postanowiłem milczeć przez resztę drogi.

      Musieliśmy zrobić postój ze względu na mnie. Kristian miał ze sobą elfickie leki, które zabrał z wioski, jednak one tylko usypiały mój ból. Tylko woda była w stanie powstrzymać jad. Czułem się coraz gorzej. Byłem coraz słabszy. Nie mogłem jednak się poddać. Oparłem głowę przy zwalonym pniu, widząc jak Kristian rozpala ognisko. Siedział po drugiej stronie ze spuszczoną głową. Wpatrywał się w płomienie.
        — Nie mogę zmienić ciebie na warcie — westchnąłem ciężko.
        — Warty nie są konieczne — odparł, wrzucając suchą gałązkę w ognisko. — Jesteśmy bezpieczni. Nikt nas nie zaatakuje — zapewnił. Pewnie rozstawił wnyki. Ufałem mu, jeśli o to chodzi.
       — W takim razie śpij — poleciłem, przesuwając się w bok. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
      — Co ty robisz? — zdziwił się.
      — To, że kobiety wprawiają cię w zakłopotanie jestem w stanie zrozumieć, ale ja jestem mężczyzną. Powinniśmy spać obok siebie. Będzie nam cieplej — zauważyłem. Zacisnął wargi, jakbym powiedział coś głupiego.
       — Ale...
      Wywróciłem oczami. Cholerna dumna elfów! Kristian był szczególnie upartym przypadkiem. W końcu jednak jakby się otrząsnął. Przysunął się, po czym położył obok, odwracając do mnie plecami. Też się odwróciłem, podkładając sobie ręce pod głowę. Zamknąłem oczy.
     Nie minęło wcale dużo czasu, a poczułem jak Kristian się odsuwa, jak oparzony. Usiadł z boku. Jego elficka godność i dumna nie pozwalały mu na spanie przy drugim mężczyźnie? Nie to nie. Ja zamierzałem się wyspać, co i tak było trudne w tych warunkach.
      Zorientowałem się nagle, że Kristianowi coś dolega. Pochylał się, a jego dłonie znów zaciskały się na jego piersi. To był ten atak! Dźwignąłem się z jękiem.
      — Nie dotykaj mnie! — warknął, kiedy usiłowałem wyciągnąć w jego stronę rękę. — Przejdę się... — dodał, podnosząc się. Wyprostował się, głęboko oddychając. To było bardzo głupie i lekkomyślne. Nie powinniśmy się rozdzielać. Byłem bezbronny w tym stanie. Na dodatek on też coś przede mną ukrywał! Chorobę, do której nie chciał się przyznać. Kłótnia nie miałaby jakiegokolwiek sensu. Oparłem się o pień, wyszukując sylwetki Kristiana, jednak ta zniknęła w ciemnościach.

      Kiedy się obudziłem, byłem tak słaby, że podniesienie się graniczyło z cudem. Oparłem się o kostur, ledwo co idąc. Jad zaczął rozprzestrzeniać się po moim ciele. Dostałem gorączki i dreszczy. Chwiałem się na uginających się nogach.
     — To całkiem blisko — powiedział Kristian. Tyle, że powtarzał to już od dłuższego czasu! Jak dla mnie, to w ogóle się nie ruszaliśmy z miejsca! Miałem już tego dość. Nie obchodziło mnie już nic. Mogłem paść i umrzeć, no i dobrze. Chciałem po prostu by się to skończyło.
      Kristian zatrzymał się, a wtedy na niego wpadłem. Uniosłem wzrok, a wtedy moim oczom ukazało się źródło leczniczej wody. Nie miałem co do tego wątpliwości. To był nasz cel!
      — Wejdź tam — polecił. Nogi w ogóle mnie nie słuchały. Oparłem się na jego ramieniu. — Urijah... Wejdź do wody...
      — Nie dam rady — westchnąłem. Zaczął mnie za sobą ciągnąć. Stanęliśmy w wodzie po kostki.
      — Dalej... Musisz wejść cały — jęknął, usiłując wepchnąć mnie głębiej. Plątałem się, kręciło mi się w głowie. Wiedziałem o tym, ale moje ciało w ogóle mnie nie słuchało! Zupełnie jakbym stracił nad nim kontrolę! Moje powieki zatrzepotały. Musiałem stracić na chwilę przytomność, bo kiedy znów ją odzyskałem, moja głowa była już pod powierzchnią. Otworzyłem oczy, a wtedy ujrzałem przed sobą Kristiana. Wpadł do wody za mną.Obydwoje dźwignęliśmy się, cicho kaszląc.
     — Moja noga... Czuję się znacznie lepiej i...
     — Coś ty zrobił! — syknął, odgarniając kosmyki włosów z  twarzy.
     — Powinieneś być wdzięczny. Przynajmniej pozbędziesz się tych głupich dolegliwości z sercem! — zauważyłem, wskazując palcem jego pierś. Czy ja go wkurzyłem? Niby czym?
      — Woda mi nie pomoże! — odparł sfrustrowany, dźwigając się. Wyszedł na brzeg, obejmując ramiona. Zaczął dygotać. — Rozpalę ognisko... Musimy się osuszyć — dodał, po czym odszedł.
     Ja sam nie podnosiłem się przez pewien czas. Chciałem mieć pewność, że woda zadziała. Kiedy miałem pewność, że Kristian nie patrzy, wyciągnąłem z kieszeni płaszcza niewielką buteleczkę. Zanurzyłem ją, napełniając leczniczą wodą. Mogła mi się jeszcze przydać. Zakręciłem ją szczelnie, chowając z powrotem. Dopiero wtedy podniosłem się i ruszyłem w stronę brzegu.
       Ognisko było już rozpalone. Kristian siedział skulony, dorzucając więcej drewna. Zerknął na mnie, po czym wydał z siebie burknięcie. Był zły. Znowu. Teraz, kiedy powróciły do mnie siły i noga przestała mnie boleć, czułem się wyśmienicie! Ściągnąłem płaszcz, a potem koszulę. Rozwiesiłem to wszystko na patykach wbitych w ziemię, by wszystko osuszyć.
     — A ty? Jesteś cały mokry. Ubranie wyschnie szybciej, jeśli je zdejmiesz — zauważyłem.
     — Elfy się nie rozbierają — odburknął.
     — No tak, zapomniałem. Jesteście zbyt dumni. Tylko, że jesteś pół elfem! A to znaczy, że jesteś elfem i facetem! Faceci się rozbierają, no dalej! — poleciłem, ciągnąc go za rękaw. Szarpnął się.
      — Jesteś... Jesteś nienormalny!
      — To ty zadrwiłeś z elfickiej dziewicy! Obcięcie włosów jest w porządku, a zdjęcie koszuli już nie? Nie jesteś nawet w wiosce!
       — Różnimy się, Urijah! — rzucił gniewnie, obejmując swoje ramiona. — To ty nazwałeś siebie bękartem, nie ja. Nie jesteś elfem, ty nie rozumiesz! Niczego nie rozumiesz!
       — Bo ty mi nie pozwalasz nic zrozumieć! Dlaczego po prostu mi nie powiesz? O co chodzi? Masz uraz?
       — Nie masz pojęcia co to znaczy być elfem... — westchnął ciężko. Ukrył głowę w w ramionach, opierając ją na swoich kolanach. Czy powiedziałem coś nie tak? Przez chwilę analizowałem wszystkie słowa, które padły z moich ust.
     Zrozumiałem wtedy, że Kristian miał rację. Elfy różniły się od ludzi. Były dumne, uparte, no i bardzo piękne. Miał te wszystkie cechy. Jednak miał w sobie coś jeszcze. Coś człowieczego. Może to własnie tej rzeczy tak się wypierał.
      Przysunąłem się w jego stronę. Miał zamiar siedzieć tak już zawsze? Skulony i zły? Westchnąłem cicho, po czym chwyciłem go za ucho.
     — C-co... Co ty robisz! — rzucił zaskoczony, unosząc gwałtownie głowę. Zakrył uszy rękoma. Uśmiechnąłem się do siebie. Poskutkowało. — Kretyn — wymamrotał, pokrywając się rumieńcami.
      — Tak lepiej — przyznałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz